Autor Wątek: FIRE! ORCHESTRA - ECHOES (2023)  (Przeczytany 175 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Techminator

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 757
    • Zobacz profil
FIRE! ORCHESTRA - ECHOES (2023)
« dnia: Czerwiec 05, 2024, 18:55:21 »
FIRE! ORCHESTRA - ECHOES (2023)

Nie bądź frajer, słuchaj Fire!

Nie wiem, w jaki sposób dba o swoją formę Mats Gustafsson, ale przy najbliższej okazji poproszę go o przepis. Śledzę tę artystyczną drogę od jakichś 20 lat, zacząłem od The Thing na koncercie w klubie Blå w Oslo i dochodząc do takiej płyty jak Echoes Fire! Orchestra muszę przyznać, że praktycznie cały czas ścieżka prowadziła w górę. Nie zawsze komercyjnie, ale artystycznie na pewno. Najnowszy album to dzieło kompletne pod każdym względem. Łączy przeróżne wątki pracy Gustafssona – są kilkutaktowe melodie na kapitalnych rytmicznych groove’ach, wątek łączący wielki orkiestrowy skład z podstawowym triem Fire! (Gustafsson, Berthlin, Werliin), są dłuższe formy instrumentalno-wokalne (choć nieco mniej niż na albumie Arrival, za to głównie z głosami męskimi), ale są też potężne aranżacje orkiestrowe, stworzone tu z jeszcze większym smakiem niż poprzednio. Jest wreszcie najlepsze jak dotąd brzmienie: rewelacyjna wprost produkcja, od nagrania w słynnym Atlantis Studio w Sztokholmie, aż po miks Jima O’Rourke’a w jego japońskim studiu. Selektywne, mocne, pełne dynamiki brzmienie dużego aparatu wykonawczego, który nie nadużywa tu swojej mocy, bo płyta bardzo dywersyfikuje formy – mamy tu co najmniej dwa albumy w jednym: suitę Echoes oraz zestaw pozostałych nagrań, bardziej impresyjnych, kładących akcent na partię smyczków czy ngoni/gimbri (Christer Bothén). A żeby to ująć najkrócej: rzecz trwa prawie dwie godziny i nie przynudza.

W dużej mierze tego przynudzania pomagają uniknąć specjalne występy. Bothén jako weteran nordyckiej sceny impro jest niewątpliwie bardziej znany jako klarnecista, ale te inspirowane północną Afryką nagrania pozwalają odkryć lub jeszcze bardziej docenić drugi nurt obecny w jego działaniach od lat. Błyszczy na Echoes amerykańska legenda, czyli Joe McPhee – zarówno w saksofonowym ECHOES: Lost Eyes In Dying Hand, jak i w roli wokalisty w finałowym ECHOES: I See Your Eye, Part 2. Natomiast ECHOES: Cala Boca Menino z orkiestrowym aranżem João Donato (ostatnio przypomnianego w serii Jazz Is Dead) to brylant i punkt kulminacyjny tej płyty, utwór pokazujący, w jaki sposób Fire! stało się nie tyle składem, ile swego rodzaju platformą, która pozwala budować na szkielecie sekcji rytmicznej i wspomagającej ją saksofonu barytonowego różnego typu formy. Gustafsson, Berthlin, Werliin są tu, przy wszystkich potężnych różnicach rzecz jasna, trochę jak skandynawscy Sly & Robbie, proponują nam riddimy dalekiej Północy, będące bazą wypadową w różne rejony. Na Echoes zaskakująco często są to rejony orkiestry w ujęciu znanym z Actions Pendereckiego – słychać, że krakowskie przedsięwzięcie związane z odtworzeniem tego legendarnego utworu pozostawiło ślad w samym Gustafssonie i współpracujących z nim muzykach. A dwie godziny, które z nimi spędziłem, zamykają w sobie gigantyczną muzyczną przestrzeń: od funku i afrykańskiego transu po europejską tradycję improwizujących big bandów. W wypadku kolejnej płyty zespołu znanego już z fenomenalnych nagrań i wyznaczającego sobie coraz ambitniejsze zadania naprawdę trudno o więcej. A Gustafsson, trochę jak najlepsi piłkarze, którzy dużo grają bez piłki, pokazuje, że być może najważniejsza cecha lidera to wyobraźnia – bo istotniejsze niż to, co sam zagra, bywa dla niego to, co zagrają w obrębie kolektywnego przedsięwzięcia inni.

Bartek Chaciński

Potrząsnąć wszechświatem.
Trudno w to uwierzyć, że w tym roku mija dziesięć lat od wydania pierwszego albumu Fire! Orchestry, orkiestry pod wodzą Matsa Gustafssona (dyrygent, saksofon barytonowy, flet), Johana Berthlinga (bas elektryczny, kontrabas) i Andreasa Werliina (perkusja). Skład tej grupy zmieniał się od początku i zmienia nadal, ewoluuje i rozrasta – nie sprawiając nigdy wrażenia przerośniętego dziwoląga, który lubiłby przesiadywać na mieliźnie.

Fani tej skandynawskiej supergrupy doskonale znają układ chronologiczny opublikowanych przez nich płyt, więc pozwolę sobie tylko je przypomnieć, bo jest co przypominać: „Enter” (2014, recenzja), „Ritual” (2016, recenzja), „Arrival” (2019, recenzja) i „Actions” (2020, recenzja). No i fantastyczny koncerty Orchestry w 2018 roku podczas katowickiego Jazz Artu (relacja), gdzie wykonali premierowo materiał z albumu „Arrival”.
Początkowo Fire! Orchestra zamieszczała na swych albumach po dwie długie kompozycje, co z czasem uległo zmianie, przechodząc na przykład w krótsze formy. Nowe i podwójne (3LP) wydawnictwo „Echoes” to z kolei prawie dwie godziny (!) muzyki. I bez wątpienia Orchestra powraca z największym jak dotąd międzynarodowym składem, liczącym 43 członków!

Słyszymy tu dobrze znany kobiecy głos Mariam Wallentin, np. w „ECHOES: to gather it all. Once”. Zdziwiłem, że w tak dużej obsadzie nie znalazła się tak świetna wokalistka jak Sofia Jernberg. Tym razem są też męskie głosy reprezentowane przez Davida Sandströma (np. w „ECHOES: lost eyes in dying hand”), Tomasa Öberga i… Joe McPhee. Głos mistrza słychać w drugiej części „Echos”, zaś saksofon tenorowy w pierwszych kompozycjach.
Kogo jeszcze można spotkać na „Echoes”? A proszę bardzo takich wspaniałych instrumentalistów jak Josefin Runsteen (skrzypce), Anna Lindal (skrzypce), My Hellgren (wiolonczela), Amalie Stalheim (wiolonczela), Goran Kajfeš (trąbka, trąbka wysuwana), Niklas Barnö (trąbka), Susana Santos Silva (trąbka), Tobias Wiklund (trąbka), Mats Äleklint (puzon), Maria Bertel (puzon), Per Åke Holmlander (tuba), Heiða Karine Jóhannesdóttir Mobeck (tuba), Per Ruskträsk Johansson (saksofon sopranowy, flet basowy), Anna Högberg (saksofon altowy, flet), Signe Krunderup Emmeluth (saksofon altowy), Julia Strzalek (saksofon altowy, flet), Lars Göran Ulander (saksofon altowy, flet), Mette Rasmussen (saksofon altowy, flet), Fredrik ljungkvist (saksofon tenorowy), Elin Forkelid (saksofon tenorowy), Alberto Pinton (saksofon barytonowy, klarnet, flet basowy), Daniel Gahrton (saksofon barytonowy, flet), Dror Feiler (saksofon altowy, saksofon sopranowy, saksofon wysuwany, flet, dzwonki), Per Texas Johansson (obój, fagot, klarnet basowy, klarnet kontrabasowy, flet), Christer Bothén (klarnet basowy, guembri, donso n´goni), Isak Hedtjärn (klarnet), Andreas Röysum (klarnet basowy, klarnet, flet), Martin Hederos (fender rhodes, organy), Alex Zethson (fortepian, syntezator), Sten Sandell (fortepian), Kjell Nordeson (wibrafon, glockenspiel), Mats Lindström (elektronika), Reine Fiske (gitara), Niklas Fite (bandżo), Elsa Bergman (kontrabas) i Juan Romero (instrumenty perkusyjne, berimbau).

Niewiele jest na świecie takich Big-bandów jak Fire! Orchestra, które by w obecnych czasach dokonywały tak potężnej syntezy i spoglądały w twórczy sposób na dorobek muzyczny minionych dekad. „Echoes” nie jest wyjątkiem, ale potwierdzeniem pewnej reguły. Jakiej? A no takiej, że wciąż można pisać i wykonywać niebywale świeżą muzykę. Materiał z „Echoes” miał swoją premierę w październiku 2022 roku podczas sztokholmskiego Festiwalu Jazzowego. Główna szwedzka gazeta „Dagens Nyheter” opisała to wydarzenie jako ucztę dla oczu i uszu. Należy też dodać, że tytuły zawarte na „Echoes” były inspirowane twórczością Erika Lindegrena (1910-1968) – szwedzkiego pisarza, poety, krytyka, tłumacza.

Transowe wprowadzenie w postaci „ECHOES: I see your eye, part 1” o rozkołysanych aranżacjach instrumentów perkusyjnych i smyczkowych z filmowym uniesieniem, oszczędnych dźwięków fortepianu bliskich wrażliwości niedawno zmarłego Ryuichiego Sakamoto (co za strata!), aż do wynurzenia się świetnych i długich solówek saksofonowych!

Jeden z pierwszych afrykańskich wątków objawił się w „ECHOES: forest without shadows”, choć tu jest wszystko tak płynne i „oznaczone” niewidzialną granicą, że w pewnym momencie plemienna motoryka spotyka krajobrazy malowane instrumentami smyczkowymi, które przenoszą w rejony Dalekiego Wschodu. Przynajmniej przed moimi oczami wyrosła dramaturgia i poetyka ścieżek dźwiękowych do filmów Akira Kurosawy, m.in. autorstwa Masaru Satō do „Straży przybocznej” czy Fumio Hayasakakiego do „Siedmiu samurajów”. A trąbka w tej kompozycji ma ewidentnie punkowego ducha Jaimie Branch. To tylko dwa pierwsze nagrania, a pomysłów tabuny! Ten japoński sznyt nie bez znaczenia pulsuje, ponieważ miksem zajął się nie kto inny jak sam Jim O’Rourke.

Ponad piętnaście minut absolutnej hipnozy „ECHOES: to gather it all. once” z udziałem eterycznego głosu Wallentin i rozmaitych solówek, a filmowe smyczki tym razem kierują nas do Ameryki Północnej – jednocześnie gdzieś w okolice bluesa z Delty Missisipi oraz do wnętrza nocnej nowojorskiej taksówki przy dźwiękach muzyki Bernarda Herrmanna. Nic innego jak kwadrans poza orbitą ziemską. Klarnet smakujący orientalnie w drobnym fragmencie „sliding whisper of pain” stara się zahipnotyzować muzykę współczesną.

Wciąż jest bardzo spokojnie jak na Fire! Orchestrę, więc zastanawiałem się kiedy nadejdzie pier… i nadeszło wraz z „ECHOES: lost eyes in dying hand”. Tutaj dziedzictwo Sun Ra i Art Ensemble of Chicago aż kipi. Afro-futurystyczni kosmici ze Szwecji – i nie tyko – zamieszali w tym rozgrzanym kotle. Znakomitym kontrapunktem okazał się też męski głos Sandströma. Dotychczas wokalnie dominował żeński śpiew. Wydawcy przy opisie sugerują, że Fire! Orchestra kultywuję tradycję zespołów prowadzonych przez Carlę Bley, George’a Russella i Keitha Tippetta. Trudno się z tym nie z godzić, ale nie zapominałbym o wspomnianych wyżej Sun Ra i Art Ensemble of Chicago, a także o wkładzie Billa Dixona, Moondoga i Roberta Wayatta. Tę część płyty zamyka „welcoming you. drinking your dream.” ze świetną i noise’ową gitarą Friske’ego przypominającą brawurowe faktury Keiji Haino.

Prawie kwadrans z „ECHOES: a lost farewell” otwiera drugą płytę z tego zestawu. Funkująca pulsacja aż rozsadza muzyków, wokół tego krążą bardzo gęste, świetnie dopracowane aranże smyczków i dęciaków, doprowadzając do kolektywnej i dzikiej improwizacji. Smyczki miejscami brzmią tu jak u Pendereckiego w „Trenie – Ofiarom Hiroszimy”. Po czym napięcie nieco opada, tłustym krokiem sunie tuba i zwiastuje nadciągnięcie fal rozkołysanych jazzem. A elektroniczne wstęgi niczym niewidoczne prądy coś tam sobie mruczą. Kolejny świetny fragment „Echoes”!

Organy Hammonda Hederosa i transowe brzmienie berimbau w rękach Romero (instrument wykorzystywany podczas capoeiry) w „nothing astray. all falling.” stwarzają trudno definiowalną muzykę, do tego smyczki ewidentnie zanurzone w muzyce współczesnej. Podobnymi kontrastami operują muzycy w „in those veins. a silvernet.”, gdzie prowadzący rytm na congach stapia się z sonorystyką, muzyką współczesną i ambientem. „ECHOES: cala boca menino” wjeżdża z mocnym groove’em i rozpoznawalną dzikością harmoniczną głównie reprezentowaną przez wszelakie dęciaki i smyczki. Fortepian brzmi tu miejscami jak u Theloniousa Monka, syntezatory/organy bliższe frazowania Joe Zawinula, a w powietrzu afro-futurystyczne pachnidło, wolność i odpłynięcie.

Sonorystyczno-drone’owa miniatura „double loneliness” zazębia się z „respirations” na instrumenty smyczkowe. Wiolonczelowe skojarzenia lgną tutaj do dwóch znakomitych islandzkich artystek, czyli Hildur Guðnadóttir i Gyðy Valtýsdóttir. Jeszcze raz spotykamy północno-zachodnią Afrykę za sprawą brzmienia lutni guembri, na której gra 81-letni Bothén. Marokańska tradycji nie została odczytana wprost, ponieważ dostała eksperymentalno-improwizowany oddech. Na sam koniec wraca dobrze już nam znany motyw rozwijany w „ECHOES: I see your eye, part 2” z recytowanym tekstem/śpiewem McPhee i rykiem barytonowego saksofonu Gustafssona. Tutaj – i nie tylko – Fire! Orchestra idealnie pasuje do kontestacyjnej filozofii chicagowskiej International Anthem.

Rzadko mi się to zdarza, ale trudno było się pozbierać po „Echoes”. Jeśli by szukać innych podobnych przykładów z niedalekiej przeszłości to z całą pewnością podobne emocje towarzyszyły mi przy ubiegłorocznej i doskonałej płycie Makayi McCravena „In These Times” oraz albumie szwajcarskiej grupy Ikarus „Plasma”. W tym roku pojawił się z kolei nietuzinkowy materiał Rob Mazurek Exploding Star Orchestra „Lightning Dreamers”.

Fire! Orchestra płytą „Echoes” wyrzucili swoją poprzeczkę gdzieś daleko poza ziemską sferę, aż głowię się, czy da się ją w ogóle doścignąć, a co innego przeskoczyć. Monstrualna wizja Fire! Orchestry rozrosła się do niebotycznych rozmiarów, w połączeniu z perfekcyjnym wykonaniem i złożonością.

Kolektyw złapał różne kultury/tradycje w garść i ostatecznie rozsypał je nad jakimś gigantycznym oceanem wyobraźni.

Łukasz Komła

Należą się gorące gratulacje Matsowi Gustafssonowi za prowadzenie przez prawie dekadę 40-osobowego składu (głównie szwedzkich muzyków), który mogliśmy też podziwiać 5 lat temu w Katowicach.

Dobry duch nie opuszcza lidera oraz wspomagających go w działaniach basistę Johana Berthlinga oraz perkusistę Andreasa Werliina. Imponujący skład orkiestry przekłada się na pełne bogactwo harmoniczne wspaniale zgranych instrumentów dętych, ale też splatających się z nimi instrumentów strunowych, a niekiedy chóru.

Formacja Fire! Orchestra przygotowała podwójną porcję (2 CD lub 3 LP) prawdziwie wyrazistej muzyki, ukazując pełen wachlarz sonorystycznych możliwości. Partie poszczególnych sekcji są realizowane z należną dyscypliną i tylko soliści mają swobodę interpretacji, jak np. sam lider na saksofonie barytonowym w rytualnym temacie "Echoes: I see your eye".

Ten żywo pulsujący transowy podkład o wyraźnie orientalnych czy afrykańskich korzeniach dominuje w większości utworów. Na tym tle są rozwijane tryskające energią i pełnią wyobraźni popisy solowe trąbki, saksofonu czy perlistego fortepianu.

Między dłuższymi formami pojawiają się też krótsze z wyraźniejszą dozą abstrakcji czy też wprost utrzymane w formie free-jazzowej. Na finał legendarny saksofonista Joe McPhee głosi żywotne przesłanie o muzyce. Mocne!

Marek Dusza

Now in its 14th year, the unique and constantly evolving Fire! Orchestra is back with their most ambitious work so far as well as their largest line-up, counting a mostly Scandinavian cast of no less than 43 members. While the popular and widely praised Arrival is a highlight in both our and the band´s catalogue, this monumental triple album ups the ante.
Echoes is a two hour work of epic proportions; full of beauty, energy, haunting passages and stunning musicianship, embracing progressive rock, contemporary avantgarde, cosmic free jazz, ethnic experimentalism and more. Making all of this flow in such a natural way from beginning to end is a brilliant achievement. The album closes with a guest appearance from the mighty Joe McPhee on tenor sax and vocals on a vigorous and amusing tribute to one of the “late, great finger wigglers” (answers on a postcard...).

Recorded at the legendary Atlantis studio in Stockholm and beautifully mixed by Jim O’Rourke, Echoes comes across as a very open, breathing, organic, detailed and dynamic album.
We would also like to point out that the vinyl edition sounds great, cut by Lupo in Berlin and manufactured by Optimal Media.

CD 1:
1. ECHOES: I see your eye, part   1 09:46
2. ECHOES: Forest without shadows   12:09
3. ECHOES: To gather it all. Once.   15:46
4. Sliding whisper of pain   03:48
5. ECHOES: Lost eyes in dying hand   13:57
6. Welcoming you. Drinking your dream.   03:34

CD 2:
1. ECHOES: A lost farewell   14:29
2. Nothing astray. All falling.   04:16
3. In those veins. A silvernet.   03:40
4. ECHOES: Cala Boca Menino   10:49
5. Double loneliness   02:08
6. Respirations   02:32
7. Not yet born. The blind courage of life.   05:47
8. ECHOES: I see your eye, part 2 07:25

Mats Gustafsson - instr. dęte
Per Johansson - saksofon sopraninowy, obój, fagot, klarnet basowy, klarnet kontrabasowy, flet, flet basowy
Dror Feiler - saksofon altowy, saksofon soprillo, saksowon suwakowy, flet, dzwonki
Anna Hogberg - saksofon altowy, flet
Signe Emmeluth - saksofon altowy
Julia Strzalek - saksofon altowy, flet
Lars Ulander - saksofon altowy, flet
Mette Rasmussen - saksofon altowy, flet
Fredrik Ljungkvist - saksofon tenorowy
Alberto Pinton - saksofon barytonowy, klarnet, flet basowy
Daniel Gahrton - saksofon barytonowy, flet
Isak Hedtjam - klarnet
Andreas Roysum - klarnet, klarnet basowy, flet
Christer Bothen - klarnet basowy, guembri, donso n goni
Goran Kajfes - trąbka, trąbka suwakowa
Niklas Barno - trąbka
Susana Santos Silva - trąbka
Tobias Wiklund - trąbka
Mats Aleklint - puzon
Maria Bertel - puzon
Per Ake Holmlander - tuba
Heida Mobeck - tuba
Martin Hederos - organy
Alex Zethson - pianino, syntezator
Sten Sandell - pianino
Mats Lindstrom - elektronika
Joselin Runsteed - skrzypce
Anna Lindal - skrzypce
My Hellgren - wiolonczela
Amalie Stathem - wiolonczela
Niklas Fite - bandżo
Reine Fiske - gitara
Johan Berthling - gitara basowa, kontrabas
Elsa Bergman - kontrabas
Andreas Werliin - perkusja
Kjell Nordeson - wibrafon, dzwonki
Juan Romero - instr. perkusyjne

Gościnnie: Joe McPhee - saksofon tenorowy (5), wokal (20)
Mariam Wallentin - wokal (3)
David Sandstrom - wokal (5)
Tomas Oberg - wokal (10)

https://www.youtube.com/watch?v=wId-3FqMI-M
Hasta la vista, baby!